Recenzja z pierwszego wydania "Ptakona", opublikowana w listopadzie 1998 roku w "Rzeczpospolitej"
Jednym tchem
"Ptakonem" Witold Horwath potwierdził, że jest znakomitym narratorem. Nową powieść, podobnie jak opublikowany w ubiegłym roku "Seans", czyta się jednym tchem. Jednocześnie, pomimo potoczystej narracji, jest to książka głęboka, mówiąca nie tylko o problemie winy i kary, ale też potępienia i wybaczenia.
O ile sama wina jest kategorią bezwzględną, o tyle potępienie lub wybaczenie to problemy indywidualne. Zasady społecznego współżycia i normy określające te zasady, nakazują nam karać winnego. Co jednak, gdy osoba popełniająca zbrodnię zmienia się, rozpoczyna nowe, całkowicie odmienne od poprzedniego, życie? Chrześcijaństwo nakazuje nam wybaczać tym, którzy żałują za grzechy i przyjmują pokutę. W rzeczywistości jest jednak różnie, a krzywdy czasem są tak wielkie, że przebaczenie jest niezwykle trudne.
Przed tymi dylematami stają bohaterowie "Ptakona", którym przychodzi sądzić nawróconą zbrodniarkę. Anka wiedzie współcześnie uczciwe i ascetyczne życie, ale w jej przeszłości są rzeczy, od których jeżą się włosy na głowie. Na ile taka przeszłość pozwala zaakceptować ją jako żonę, córkę, lekarkę? Czy taką osobę można kochać? Czy można zapomnieć o ciążącej na niej winie? Z tymi pytaniami muszą poradzić sobie bohaterowie książki Witolda Horwatha. Każda z odpowiedzi, jak to zwykle bywa w życiu, nie jest jednoznaczna. Generalnie tak; tylko zawsze jest jakieś ale...
A utentyzm psychologiczny postaci, znakomita znajomość opisywanych środowisk, żywy (choć często wulgarny) język, to mocne strony "Ptakona". Horwath po raz kolejny okazuje się też znakomitym obserwatorem, potrafiącym w reportażowej formie uchwycić ważne społeczne problemy. A jednym z nich jest kwestia kary za najcięższą, bestialską zbrodnię. Problem zyskujący na aktualności zwłaszcza dziś, w kilka dni po zakończonym procesie zabójców Tomka Jaworskiego. Rzeczywiste wydarzenia, o których czytamy na co dzień w gazetach, pozwalają lepiej rozumieć dylematy moralne bohaterów powieści Horwatha.
nie czytalam jeszcze książki, więc niezręcznie mi się wypowiadać, ale mam taką refleksję na sam temat czynienia zła innym i późniejszego rozgrzeszania ich za to. Wydaje mi się, że ta furtka jaką daje religia jest z gruntu zła. Ja nie wierzę w Boga, nie biegam do kościoła, nie spowiadam się z niczego, jeśli zrobię coś komuś, to jest to sprawa mojego sumienia, nikt mi nie zada pokuty, nie każe odmówić jakiejś tam formułki. Staram się być dlatego w porządku, choć skrajni katolicy uważają, że jak żyję bez religii, znaczy bez zasad...Mam swoje zasady, nie kradnę, nie kłamię, bo nie ma takiej potrzeby i jestem jeśli już to z jednym facetem na raz, nie spłycam tego co jest między nami skokami w bok.
Co do kary śmierci to jestem przeciw. Myślę, że zło się bierze ze spaczonego dzieciństwa, jakiś takich wypaczeń, a być może i z genów ludzkich. Ludzie potrafią być gorsi od zwierząt, bardziej wyrafinowanie okrutni. Zbyt często jak na mój gust krzywdzą tak zupełnie bezinteresownie bliźnich, nie zostawiają w spokoju też zwierząt. Bezmyślna przemoc wobec nich i istny holokaust masowej hodowli, kończącej się w rzeźni...aż ciśnie mi się na usta cytat z książki "Biały pies" Romain Gary "Jestem rasistą, bo cały wasz kurewski rodzaj ludzki wychodzi mi drugą stroną...Już 30 lat temu wybrałem zwierzęta". Mam czasami tak samo i też wybrałam zwierzęta, wolę pracować z nimi niż z ludźmi, lepiej się dogadujemy.
pozdrawiam, a książkę przeczytam w najbliższej przyszłości, jak skonczę te co mam teraz na "tapecie". :-)