Najważniejsza jest fabuła Niedziela, 11 Marca, 2007
Rozmawiał: Łukasz Gołębiewski
  Rozmowa z Witoldem Horwathem przeprowadzona w październiku 1997 roku, po publikacji powieści "Seans", opublikowana w książkowym dodatku do dziennika "Rzeczpospolita".
— Twoja powieść „Seans” zebrała znakomite recenzje. Mimo sporej objętości wydawca zaryzykował wysoki nakład i odniósł sukces. Tym dziwniejsze wydaje się, że na wydanie powieści czytelnicy musieli czekać aż osiem lat — napisałeś ją przecież w 1989 roku. Dlaczego tak długo trzymałeś „Seans” w szufladzie?
— To, co powstało osiem lat temu to nie jest ta sama książka. Pierwsza wersja, myślę, i dzisiaj miałaby trudności ze znalezieniem wydawcy, mimo iż pozycja pisarza na naszym rynku edytorskim bardzo się w ostatnim okresie poprawiła. Wersja z 1989 roku była bardzo ciężka i bardzo długa. Całość obejmowało około 700 stron. Było mało akcji, a fabuła opierała się na refleksjach głównego bohatera. Nie byłby niesłuszny zarzut, że pisząc tamtą książkę naśladowałem Prousta. Dopiero pod koniec ubiegłego roku ponownie sięgnąłem do szuflady i postanowiłem przerobić rękopis. Początkowo sądziłem, że wystarczy całość jeszcze raz przepisać i wygładzić. Okazało się jednak, że osiem lat, jakie dzieliło mnie od ukończenia pierwszej wersji, wywarło większy niż sądziłem wpływ na mój sposób myslenia o fabule. W tym okresie nabrałem doświadczenia przede wszystkim jako autor scenariuszy filmowych i lekkich utworów o charakterze sensacyjnym. Te doświadczenia zadecydowały o nowym obliczu seansu. Dynamitem lekkiej sztuki rozsadziłem trudny materiał tej obszernej powieści.
— A czy w ogóle próbowałeś wydać tamtą wersję „Seansu”?
— Podejmowałem bardzo nieśmiałe próby. Rozmowy z edytorami kończyły się szybko, ponieważ nikt wówczas nie chciał podjąć się wydania tak grubej książki. Był czas, kiedy wydawcy w ogóle nie wydawali współczesnej polskiej prozy. Ten czas na szczęście się skończył.
— Jak bardzo fabuła nowej wersji „Seansu” różni się od poprzedniej? Czy wprowadziłeś nowe wątki, nowych bohaterów?
— Nowych wątków jest bardzo wiele. Przede wszystkim znacznie bardziej szczegółowo opowiedziana została historia życia głównej bohaterki — Mileny. Całkowicie nowy jest wątek pobytu Mileny i Jacka Chorążego w Ameryce. Zupełnie inaczej pokazany został problem alkoholizmu bohaterów.
— A psychologia postaci, czy także uległa dużym przeobrażeniom?
— Tutaj w zasadzie nic się nie zmieniło. Są to ci sami bohaterowie, tak samo czujący i myślący. Milena została przedstawiona w sposób mniej wyidealizowany, myślę że w ogóle postacie są teraz bardziej rzeczywiste, ale to są ci sami ludzie.
— Kilkakrotnie dajesz czytelnikowi powieści do zrozumienia, że opowiadana przez ciebie historia wydarzyła się naprawdę. Głowny bohater — Witek — nosi twoje imię, jest fizycznie i psychicznie podobny do ciebie, ma w dużej mierze twój życiorys. Nasuwa się pytanie do jakiego stopnia „Seans” jest powieścią autobiograficzną?
— Rzeczywiście narrator otrzymał moje imię, moje cechy psychiczne i mój życiorys. Zrobiłem to po to, by powieść była bardziej realistyczna, nie chciałem pisać o pewnych uczuciach nie znając ich, a siebie i to co sam przeżyłem znam przecież najlepiej. To samo dotyczy wielu innych bohaterów. Szczerze przyznaję, że pisząc książkę wielu ludziom kradłem duże fragmenty ich życiorysów, a najwięcej ukradłem sobie.
— Czy sam „seans” czyli hipnotyczna miłość mężczyzny do demonicznej kobiety, a także postać głównej bohaterki to także część twoich doświadczeń?
— I tak i nie. Nigdy nie byłem aż tak szaleńczo zakochany, choć wiele z tego, co opisuję wydarzyło się w moim życiu. Milena, jako konkretna osoba nie istnieje, na bohaterkę składa się kilka innych kobiet, które odgrywały rolę w moim życiu. Trochę inaczej było w pierwszej wersji „Seansu”, kiedy sposób zachowywania i mówienia Mileny był ścisłym odwzorowaniem sposobu bycia jednej rzeczywistej postaci.
— Dotychczas bardziej niż jako prozaik znany byłeś jako autor filmowych scenariuszy. Dużym sukcesem okazał się scenariusz serialu „Ekstradycja”, który napisałeś wspólnie z Wojciechem Wójcikiem. Film ten bardzo silnie nawiązuje do twojej twórczości, zwłaszcza powieści „Święte wilki”.
— Historia „Ekstradycji”, szczególnie pierwszej części serialu, jest ściśle związana ze „Świętymi wilkami”. Początkowo Wojciech Wójcik zamierzał zrealizować film oparty właśnie na fabule tej powieści. Pomysł ten jednak upadł i w jego miejsce pojawiła się idea serialu policyjnego, którego główny bohater byłby podobny do bohatera „Świętych wilków” Oskara Wolskiego. I tak narodził się komisarz Olgierd Halski, a także kilka innych postaci znanych moim czytelnikom. Pomysł fabuły „Ekstradycji” należy jednak do Wójcika.
Zostawiając temat „Ekstradycji” chcę powiedzieć, że kino akcji bardzo mi, jako scenarzyście, ale także widzowi, odpowiada. Myślę, że wielkie tematy zarezerwowane są dla literatury, a kino jest sztuką plebejską. Żeby mówić w kinie o rzeczach ważnych trzeba mieć talent Bergmana, na taśmie filmowej bowiem to co głębokie łatwo pokazać w sposób banalny. I, niestety, przeważnie tzw. ambitne kino jest bardzo banalne. Dlatego, jako widz, oglądam głownie trzy gatunki filmów: sensacyjne, komedie i melodramaty. To wszystko, paradoksalnie, nie odnosi się do literatury. Nie lubię książek akcji, może poza kilkoma mistrzami jak Follet czy Forsyth. Tak samo jak Ludluma nie cierpię jednak postmodernizmu i tzw. literatury eksperymentalnej, która jest potwornie zmanierowana. Zresztą to co lubię czytać i oglądać jest chyba widoczne w mojej twórczości, która zawsze jest bardzo realistyczna. Kiedy piszę, wyobrażam sobie audytorium i staram się być ciekawym gawędziarzem, próbuję pisać tak, jakbym mówił. Chcę by moim odbiorcą mógł być każdy czytelnik, nie tylko ten, który ma solidne wykształcenie humanistyczne. Oczywiście „Seans” i inne moje książki mają także tło historyczne, kulturowe, socjologiczne, ale jeśli czytelnik nie wychwyci tego tła, to nic na tym nie traci bo najważniejsza jest jednak fabuła. Myślę, że erudycja powinna pomagać pisarzowi tworzyć interesującą fabułę, a nie służyć sama sobie, jak to jest w literaturze postmodernistycznej.
— Czy myślisz o przerobieniu „Seansu” na filmowy scenariusz?
— Tak, mam już nawet pewne propozycje. Są dwie koncepcje: pełny metraż i telenowela. Obydwie mają swoje wady i zalety, ja gotów jestem podjąć się jednego i drugiego. Konwencja telenoweli zmusiłaby do znacznego spłycenia utworu, pozwoliłaby jednak zachować więcej wątków. Film pełnometrażowy zmusiłby mnie do wybrania tylko jednego wątku.
— W przypadku telenoweli łatwo można sobie wyobrazić dalszy ciąg „Seansu”. Przecież historia Witka i Mileny urywa się nie opowiedziana do końca. Nie korciło cię, żeby pociągnąć dalej historię twoich bohaterów?
— Myślałem o tym, choć każde inne zakończenie książki byłoby banalne. W przypadku tego typu powieści najczęstszym zakończeniem jest śmierć jednego z bohaterów. Takie „tragiczne” zakończenie — podobnie jak „happy end” — banalizuje opowieść. Pisząc starałem się być realistą i zakończyć opowieść tak, jak zakończyłoby ją życie. W życiu rzadko zdarzają się tragiczne czy szczęśliwe rozwiązania. Zwykle nie ma żadnych rozwiązań i tak też jest w przypadku bohaterów „Seansu”. Muszą żyć i pewnie to jest gorsze od śmierci. Bo jak możemy sobie wyobrazić dalszy ciąg losów Witka i Mileny. On przychodzi do niej do kawalerki, ona robi wszystko, by nie wypierał się dziecka, które nie wiadomo czy jest jego. Mieszkają razem, ale relacje między nimi są coraz gorsze. Tylko współczuć. Myślałem jednak, by dopisać post scriptum po siedmiu latach (akcja „Seansu” kończy się w 1990 roku), ale w ten sposób mógłbym dopisywać fragmenty powieści co kilka lat i nigdy jej nie kończyć.
Źródło "Rzeczpospolita"
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Sobota, 2 Lutego, 2008 lunix
Zdarzenia
Odpowiedz
Ostatni akapit - błąd ortograficzny w "zdażają".
Sobota, 2 Lutego, 2008 horwath
Zdarzenia
Odpowiedz
Dziękuję, poprawiłem. Horwath
Sobota, 14 Kwietnia, 2007 Czy Tajka? m-b-ska@o2.pl
Precz z telenowelą
Odpowiedz
Rozmowa sprzed 10 lat, ale nie mogę oprzeć się pokusie skomentowania. Naprawdę kusiło Pana przełożenie "Seansu" na język telenoweli, zrobienie zeń stuodcinkowego gniota? Nie mogę uwierzyć. Pełny metraż - jak najbardziej, popieram czterema łapkami, ale nie telenowela, która rządzi się bardzo specyficznymi prawami, z czego Pan sobie świetnie przecież zdaje sprawę. Niech Pan nie robi tego "Seansowi" - naprawdę niezłej książce.
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
STRONA GŁOWNA
O autorze
Aktualności
Recenzje
Komentarze czytelników
Komentarze autora
Do czytania
Galeria
Wywiady
Linki
Zamówienie
 
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. W OBRONIE PRZEŚLADOWANEGO TWÓRCY KULTURY I WYBITNEGO NAUCZYCIELA
2. Recenzje Ogrodu Luizy
3. Serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
4. Najważniejsza jest fabuła
5. Tekst nigdy nie publikowany
6. Muszę zaprotestować
7. Ptakon
8. Nie taki ja niewinny
9. Ultra Montana
10. Ogród Luizy -recenzja z serwisu internetowego Polityki
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
   
Analiza oglšdalności witryny