Wspólna chemia Czwartek, 22 Marca, 2007
Witold Horwath
  Tak się zaczyna historia Justynki i Adama, a reszta w książce:)
Kiedy słyszę: seks, od razu myślę o Nim, przez największe N, o moim facecie, moim Adamie, bo nosi biblijne imię pierwszego mężczyzny, pierwszego mojego mężczyzny, który pokazał mi raj. Andżelika mówi, że jestem nimfomanką, bo powiedziałam jej, że number one przeżywam już, jak on bierze prysznic; z łazienki dobiega szum, a ja wyobrażam sobie jego ramiona, brzuch, i włosy okalające słup miłości, żywy posąg hinduskiego boga Lingi, a na nich, na tych, włosach perlą się krople wody, jak poranna rosa na leśnym poszyciu, a dalej uda, nie masz pojęcia, Andżela, jakie on ma uda, kolana, stopy, arcydzieło natury, a nie jak ci chłopcy, co cały czas biegają na siłownię i pakują, taki facet z siłowni to w ogóle nie mój typ, może tobie się oni podobają, różne są gusta, co nie? A w ogóle to na pewno nie wiesz, co to takiego ten Linga i jego kult, no to sobie przeczytaj w ostatnim „Stylu”, a może w „Cosmo”, wycięłam ten artykuł, jak nie masz, to ci jutro przyniosę do szkółki. Jaka tam ze mnie nimfomanka, jeśli poza nim faceci w ogóle na mnie nie działają, nawet z Kazikiem z Kultu bym się nie przespała, ani z tym no… no co grał w tym filmie, na którym byłyśmy w Multikinie, wiesz, o którego mi chodzi, z nim bym też nie poszła do łóżka, a wiem, że laski szaleją za nim na maksa. Poważnie: seks to dla mnie Adam. Mój mąż. I wcale nie dlatego, że wyznaję jakieś wartości chrześcijańskie, bo nie wyznaję, jestem światłą, nowoczesną kobietą końca XX i wieku, a po prostu – kocham go.
Miałam to wielkie szczęście, że się spotkaliśmy wtedy, w Jarosławcu, to było w wakacje po siódmej klasie; żeby mój stary wiedział, że straciłam dziewictwo, chyba zlałby mnie pasem, on ma takie poglądy i metody jak ze średniowiecza. Bo matce to wisiało, w ogóle nie interesowała się, co robię, nawet nie zauważyła, że nie nocuję w pensjonacie, gdybym umarła, też by pewnie zorientowała się po trzech dniach.
Andżela, kiedy on bierze z półki żel, już jestem cała mokra, tam w środku. A wiesz, jaki mam wtedy wyczulony słuch? Normalnie słyszę jak piana obmywa jego ciało, i pragnę być wodą, gąbką, każdym kosmetykiem, którego używa, jak one dać mu swój dotyk i zapach, i być wtartą, wchłoniętą porami jego skóry, a teraz ręcznikiem chcę być, bo słyszę, że już po niego sięgnął, za chwilę otworzy drzwi, wyjdzie, a potem osiem kroków, policzyłam, tyle zawsze robi od łazienki do sypialni, a każdy, to najbardziej wyrafinowana gra wstępna, co ja mówię, potem już nie potrzeba żadnej gry, tymi jego ośmioma krokami w korytarzyku, ja wchodzę, wbiegam na szczyt, rozumiesz, Andżela? To jest number two, może faktycznie mam coś z nimfomanki, ale dla niego mogę być wszystkim, nawet dziwką, zero zahamowań, tak było od pierwszej nocy, tam w Jarosławcu…
Za szóstym krokiem Adama wielki, stary zegar, który odziedziczyli po jego dziadku i który stał w dużym pokoju, chociaż nijak nie pasował tam do pozostałych mebli i wystroju w stylu Ikei – zakrztusił się kukułką. To oznaczało, że jest godzina trzecia dwadzieścia, a może nawet czterdzieści, bo i takie spóźnienia przytrafiały się starowinie. Adam otworzył drzwi sypialni, zrobił siódmy oraz ósmy krok, po czym nachylił się nad Justyną. Miała kołdrę zsuniętą do bioder i otwarte oczy.
– Śpij, śpij – szepnął, zmieszany tym, że obudził żonę. Naprawdę, starał się brać prysznic cicho, potem na palcach przejść do sypialni, ale mała ma cholernie czujny sen, jak kotek, jak królik; z przyjemnością pogłaskał policzki ciepłe od snu, słodko ogrzane tam, po drugiej stronie jawy, gdzie sam chciał się jak najprędzej znaleźć; po dniu, który trwał blisko dwadzieścia godzin marzyłby zasnąć obok Justyny, przytulony do jej ciała.
Pod zamkniętymi powiekami zobaczył monitor, a na nim słupki cyfr, obrazujące wyniki sprzedaży za ostatni kwartał, do drugiej trzydzieści ślęczeli nad tym, a jeszcze ta kretynka, Teresa, zgubiła gdzieś umowy leasingowe… Poczuł dreszcz, po którym świadomość, jak komputer bezpiecznie się wyłącza, program zamknięty, ekran ciemny, do rana nie ma mnie.
To śni się czy naprawdę? Justyna lekko potrząsa jego ramieniem. Słyszy jej głos:
– Adam, co jest nie tak? Pogadajmy…
Chyba to jednak sen. Raczej na pewno. Justyna przecież nie używa takiego tonu. Ale na wszelki wypadek odpowiada, a może też tylko mu się śni, że odpowiada, w każdym razie do Justyny dobiega jego mamrotanie:
– Wszystko okey. Śpijmy.
– Śpijmy, śpijmy – powtórzyła jak echo, i w tym samym momencie poczuła, że właśnie stała się echem, czyli nikim, zupełną nicością i bezsensem wśród nocy, pustką, pośród pustki, i aby czymś się wypełnić, przywołała wspomnienia.
Źródło Wspólna chemia. Jirafa Roja. 2006.
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Wtorek, 24 Czerwca, 2008 Anka
wspólna chemia
Odpowiedz
Książka jest świetna. Bardzo mi się podoba. Przeczytam ją zapewne jeszcze nie jeden raz:)
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
STRONA GŁOWNA
O autorze
Aktualności
Recenzje
Komentarze czytelników
Komentarze autora
 
Galeria
Wywiady
Linki
Zamówienie
Kontakt
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. W OBRONIE PRZEŚLADOWANEGO TWÓRCY KULTURY I WYBITNEGO NAUCZYCIELA
2. Recenzje Ogrodu Luizy
3. Serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
4. Najważniejsza jest fabuła
5. Tekst nigdy nie publikowany
6. Muszę zaprotestować
7. Ptakon
8. Nie taki ja niewinny
9. Ultra Montana
10. Ogród Luizy -recenzja z serwisu internetowego Polityki
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
   
Analiza oglšdalności witryny