Telefony Niedziela, 11 Marca, 2007
Witold Horwath
  "Telefony" są opowiadaniem z książki Witolda Horwatha "Afrika Korps"
Telefony
Nie tak prosto się do nich dodzwonić. Zajęte, zajęte, zajęte. Dobrze, że kupił ten elektroniczny telefon z pamięcią, teraz już nie potrzebuje za każdym razem od nowa wykręcać cyfr.
Leży na dywanie z popielniczką i kubkiem herbaty. Słucha jakiegoś hard rocka sprzed dziesięciu lat. W międzyczasie dwa razy się nabiera -- jest sygnał, ale na jego pytające "Dzieci Wszechświata? " otrzymuje również pytające "czeguj? ". Za trzecim razem już poznaje tego obudzonego dziada i odkłada słuchawkę.
Zajęte, zajęte, zajęte. Przerywnik muzyczny się kończy i zaczynają mówić. Wpierw babka, która przerwała ciążę i teraz nie może mieć dzieci. Jest cierpliwy, po trzeciej już tak często nie dzwonią i wtedy jest łatwiej. Ona ma żal do chłopaka, który ją do tego namówił, ba -- zmusił w pewnym sensie.
-- Myślę, że to było z mojej strony wielkie tchórzostwo, wydawało mi się, że sama sobie nie poradzę.
Bardzo dokładnie wie, co ma mówić, kiedy uzyska połączenie. A jeśli jest margines na improwizację, to doda jedynie wdzięku. Trochę boi się, że może zabraknąć papierosów, zwłaszcza że jeśli się dodzwoni, strasznie będzie się chciało palić.
-- Dzisiaj, kiedy widzę wokół siebie tyle dziewczyn, tyle matek wychowujących samotnie dzieci...
Przypomina sobie pewną dziewczynę, która też zrobiła ten błąd; nie, nie z nim.
-- Chciałabym przestrzec wszystkie młode dziewczęta. Możliwości są zawsze. Wierzcie mi, że za taką decyzję przychodzi nieraz płacić straszną cenę. -- Chodzi o to, że odszedł od niej mąż; bo ty nie możesz mieć dzieci, powiedział w złości, to znaczy wtedy, kiedy mówi się szczerze.
Zastanawia się, czy jemu przeszkadzałaby bezdzietność i dochodzi do wniosku, że lepiej mieć dwie baby -- jedną płodną, drugą nie. Zajęte, zajęte, zajęte. "Dzieci Wszechświata" radzą jej, żeby się nie poddawała, bo, po pierwsze, wszystko jest jeszcze możliwe, a po drugie -- istnieje jeszcze adopcja; w zeszłym tygodniu dzwoniła kobieta, która w wieku sześćdziesięciu lat dowiedziała się, że była adoptowana. Zajęte, zajęte, zajęte. Ciekawe, jak dodzwaniają się ci ludzie z Katowic czy Kołobrzegu?
Właściwie ta jego myśl o dwóch kobietach wcale nie jest aż tak cyniczna; po prostu, jak świat stare rozróżnienie na żonę i kochankę. Niepłodność jest wadą żony, a zaletą kochanki, płodność zaś na odwrót. Ci w radiu powinni jej poradzić, żeby została czyjąś kochanką. Przypomina sobie, że pamięć telefonu jest ograniczona do mniej więcej pół godziny, więc od nowa przyciska sześć cyfr. Zajęte, zajęte, zajęte. Chyba jednak być kochanką, to coś przeciwnego naturze i stąd -- taka myśl go oświeca -- dziewczyny, które się na taką rolę godzą, dają tym samym dowód większego uczucia. A przynajmniej konkretnie adresowanego, jakoś tak z założenia niepodzielnego, bo kochają ciebie i tylko ciebie, a nie te przyszłe dzieci, które masz im zrobić. Po prostu jesteś celem, a nie środkiem; ojciec rodziny, który sypia na boku z absolutnie bezpłodną kochanką, zostaje najuczciwiej, najmniej dwuznacznie obdarowany; gdybyż tak jego któraś zechciała obdarować! Puścił Hendrixa; chyba większość tych, którzy dzwonią i blokują telefon, jest z pokolenia, dla którego Jimi grał. Tak była taka chwila, zeszłego lata, gdy zdawało się, że cud się ziścił; lecz wyszło fatalnie.
Teraz gada facet, też co najmniej trzydziestoletni -- z pierwszą żoną, myślał, jej wina, z drugą, myślał, też jej wina -- o właśnie, ten dodzwonił się z Rzeszowa, a on tu na miejscu ani rusz -- przy trzeciej coś go tknęło; co we mnie takiego jest, że one po kilku latach odchodzą? Całymi nocami przeglądał swoją duszę, niczego szczególnego nie znalazł i dlatego tej nocy dzwoni.
-- Mówiły, że nie chcę się zmienić, a ja im, że chcę, tylko nie mogę. -- Pomyślał, że to jak dyskusja o pierwszeństwie kury przed jajkiem. Prawdziwym fenomenem jest taka odstręczająca moc, która jednocześnie utrzymuje związek, rozwód zaś, odejście żony -- to banały rodem z Rzeszowa. W sumie zazdrościł mu tych trzech byłych żon, i co najmniej tylu samo przyszłych. Mniej więcej wiedział, co to za facet i trafnie odgadł, że pije. -- Ale zawsze na utrzymanie domu łożyłem, a nawet jeżeli zdarzyło mi się zniknąć na dzień lub dwa... lub trzy -- uzupełnia skruszony.
Widział, jak pracuje dla tamtego jego maszynka losu -- przez trzy dni pijaństwa kasuje mu poprzednią żonę, a gdzieś na bankiecie produkuje nową, całkiem nieświadomą, że za rok, dwa, cykl się obróci -- ją maszynka skasuje, nową wytworzy, i tak to się będzie w równych odstępach, rytmicznie powtarzało, póki Mistrz nie naciśnie wyłącznika. Zajęte, zajęte, zajęte. Podwójnie mu zazdrościł -- że z Rzeszowa, a się dodzwonił i że takie coś dla niego pracuje.
Jimi Hendrix. Bóg sprzed piętnastu lat. Wtedy sam parę razy próbował narkotyków. I cofał się, jak pies od miski ze zbyt gorącym żarciem. Był ciekaw, czy tej nocy zadzwoni jakiś narkoman. W gruncie rzeczy podziwiał narkomanów. Że potrafią się kłuć w żyłę, że nie boją się AIDS. Nie, tej nocy nie dzwonili narkomani -- zastanawiał się, jak wygląda facet, który przyjmuje telefony, dyżurny klubu "Dzieci Wszechświata" -- za to urodzaj był na samotnych; jeden zapowiadał nawet samobójstwo, ale przekupiono go obietnicą wielu, wielu listów od równie samotnych z całego kraju. Zastanawiał się czasami, czy nie podać im swego adresu. Jego skrzynka na listy była jak kogoś dawno zmarłego. Czasami tylko monit wzywający do zapłacenia zaległej składki cechowej sprzed czterech lat, kiedy prowadził jeszcze firmę. Ale w gruncie rzeczy nie lubił listów i trochę się ich bał.
Był sygnał, jeśli znów odezwie się ten dziad, da sobie tej nocy spokój, ale odebrał prowadzący audycję; zmartwił się, że prowadzący, a nie prowadząca; w poprzednim tygodniu prowadziła kobieta i to mu lepiej pasowało.
-- Zdecydowałem się zadzwonić -- wszyscy w pierwszych słowach wybijali element decyzji, a więc się dostosował -- bo już dłużej nie mogę.
Leciało coś Black Sabath, w tym czasie oni szybko notują, rozważają, czy coś się z tego nada słuchaczom dla nauki.
-- Jestem w tej chwili zupełnie sam. Na dwa dni przed Świętami, które przecież są taką właśnie najbardziej rodzinną okazją.
W listopadzie -- padał deszcz ze śniegiem -- wyszedł z więzienia. Podniósł kołnierz swojego starego prochowca, szczęknęła stalowa furta, która przez tyle lat dzieliła go od świata; cóż, że przy okazji go wypuszczając, gdy było tak, jakby -- w odwrotnym sensie -- znowu dokonywało się uwięzienie. Światy po obu stronach krat różnią się w sumie jedynie wielkością przestrzeni. Przyszło mu to zrozumieć już dwie godziny później, gdy mieszkanie zastał puste. Żona zabrała dzieci, nie chciała na niego czekać. Od sąsiadów dowiedział się, że wyjechała na wieś do teściów.
Ten z radia spytał, czy próbował skontaktować się z żoną. Tak, dwa razy pisał i nie dostał odpowiedzi. Wtedy pojechał, ale się nie widzieli.
-- Teściu mnie pogonił, groził, że spuści psów ze sznurka.
Potem dodał powołując się na jakąś nieokreśloną lekturę, że wszystko jest bez wyjścia, bo przecież istnieje wolność nie tylko od czegoś, ale i do czegoś, tak więc on, chociaż wypuszczony z więzienia, nie ma tego drugiego, ważniejszego rodzaju wolności.
-- Do czego ja mam być wolny? Na co ta moja wolność?
Wiedział, że ten fragment wyszedł mu ekstra, a zwłaszcza przejście od teścia, który miał spuścić psów, do filozofii wolności. To na pewno dadzą na antenie i nie pomylił się. Zresztą rzadko się mylił w tych sprawach. Na tyle telefonów tylko raz go nie puścili, ale wtedy nie miał formy, no i temat wziął jakiś z tyłka wygrzebany. To doświadczenie nauczyło go stawiać na pewniaki -- alkoholik, narkoman, chory na białaczkę przechodzili bez pudła. Już trzy razy zapraszali go do tego ich klubu "Dzieci Wszechświata", ale jednak znał granice przyzwoitości i nie poszedł.
Dowiedział się, że nie wolno mu nikogo oskarżać, bo przecież wina jest po jego stronie; był w końcu człowiekiem dorosłym, wiedział, że nic za darmo, niech więc nie płacze, kiedy rodzina wystawia mu rachunek. Uderzył się w pierś, zapewnił, że krata już go nie zobaczy, żonę -- jeśli słucha -- poinformował o podjęciu pracy zarobkowej i nad sobą.
-- Wódki nie piję, do knajpy nie chodzę i kocham cię.
Tamten powiedział, że wierzy, rozumie, docenia. Taka przemiana jest trudna, ale możliwa, a przede wszystkim to jedyna jego szansa, więc z tej drogi nie wolno mu zboczyć, chociaż ciernista. I po raz czwarty zaproszono go do klubu, podziękował, pochwalił ideę, bo syty głodnego nie rozumie, a ci, co dostali od życia po dupie, są niby wielka rodzina i na nich można liczyć.
Potem posłuchał siebie w radiu -- obok teścia i wolności dali jeszcze to o solidarności cierpiących, mimo że użył słowa "dupa". Był zadowolony z siebie. Zwłaszcza z ustawienia głosu -- cztery klasy podstawówki to góra, ale nie przesadzone. Chyba tylko alkoholik lepiej mu się udał, bo narkoman był zbyt bełkotliwy, a chory na białaczkę melodramatyczny.
Mówiła dziś jeszcze dziewczyna, którą zgwałcili i paralityk -- w antrakcie puścili "Dziecko w czasie" Deep Purple -- a potem chyba się zamyślił, zapadł w siebie zbyt głęboko, bo ni stąd, ni zowąd jest już piąta nad ranem, a w radiu leci program dla hodowców drobiu.
Za godzinę wstanie żona i będzie dzieciom robić śniadanie. Wtedy zaśnie.
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Niedziela, 25 Stycznia, 2009 Michał kustosz01@onet.eu
telefony
Odpowiedz
dobrze się czyta, nie trzeba wychodzić z domu...
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
STRONA GŁOWNA
O autorze
Aktualności
Recenzje
Komentarze czytelników
Komentarze autora
 
Galeria
Wywiady
Linki
Zamówienie
Kontakt
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. W OBRONIE PRZEŚLADOWANEGO TWÓRCY KULTURY I WYBITNEGO NAUCZYCIELA
2. Recenzje Ogrodu Luizy
3. Serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
4. Najważniejsza jest fabuła
5. Tekst nigdy nie publikowany
6. Muszę zaprotestować
7. Ptakon
8. Nie taki ja niewinny
9. Ultra Montana
10. Ogród Luizy -recenzja z serwisu internetowego Polityki
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
   
Analiza oglšdalności witryny