Na Wyspie, odc.9 Czwartek, 29 Marca, 2007
Witold Horwath
 
Przed szarym budynkiem szpitala, wznoszącym się na nadrzecznej skarpie, aż roiło się od pashos i policji. W obrotowych szklanych drzwiach odbijały się koguty radiowozów i jej przerażona twarz, gdy wchodziła z Rudim do holu. Portier tylko na nich spojrzał i wskazując windę, rzucił krótko: chirurgia, drugie piętro. A tam, przed drzwiami bloku operacyjnego, siedział na ławce ojciec, zgarbiony, tępo wpatrzony w zielonkawą terakotę podłogi. Jeszcze go takim nie widziała, a nawet nie umiała wyobrazić sobie podobnej troski i przygnębienia na zbójnickiej twarzy patra, zdolnego zabijać własne dzieci, gdyby sprzeniewierzyły się Prawu, lecz zarazem głęboko cierpiącego, kiedy jedno z nich po postrzale jest operowane – tam za ścianą.
Podniósł na nią wzrok, w którym smutek mieszał się z ze wściekłością.
– To była zasadzka. Skądś musieli wiedzieć, do jakiego motelu ją zabiera. Nawet nie zdążył sięgnąć po broń. Tchórzliwie w plecy strzelali. Psy Gonzalesa, który trzy dni temu płaszczył się przed nami i błagał o pokój. Lecz stokroć bardziej ufać można skorpionowi i grzechotnikowi niż białemu.
– Ale powiedz, co z nią? – Sandra chwyta ojca za rękę; co w gruncie rzeczy obchodzi ją ten Robert, którego na oczy nie widziała, i jego porachunki? Tylko Miriam w tej chwili się dla niej liczy. Jej mała siostra
– Recepcjonista mówi, że drań specjalnie to zrobił. Stała przerażona, jak wrośnięta w ziemię, a on, na odjezdnym, wystawił rękę z okna samochodu i strzelił jej w kolano.
– Dlaczego? – krzyknął Rudi. – Przecież nic im złego nie zrobiła!
W tym momencie otworzyły się drzwi bloku operacyjnego i wyszedł chirurg w zielonym fartuchu. Sandra poczuła w gardle skurcz – zbyt wiele takich scen widziała w filmach; i zawsze padają w nich te straszne słowa: nic się już nie dało zrobić.
– Straciła dużo krwi – zaczął lekarz, a ona zacisnęła dłoń na ramieniu Rudiego, bo dalej na pewno będzie właśnie to, że się starali, walczyli do końca o życie Miriam, ale... – Na szczęście ma silny organizm, bardzo silny. Pańskie geny, Ali–Pash.
– Będzie żyła? – Sandra chwyta lekarza za fartuch; on niedostrzegalnie się uśmiecha. Nie pierwszy raz ma do czynienia z morenos i zna ich reakcje.
– Oczywiście. Nie ma już żadnego zagrożenia.
Lecz nagle twarz mu posępnieje.
– Natomiast staw został bardzo poważnie uszkodzony i...– Sandra nawet nie stara się zrozumieć tych wszystkich naukowych określeń, którymi sypie, jakby mogły upiększyć rzeczywistość. A przecież prawda jest jasna: komu przestrzelono kolano pociskiem dużego kalibru, który wszystko tam pogruchotał, ten do końca życia będzie kulał. Tak więc skończyły się dla małej Miriam dyskoteki, a pewnie i randki, bo jaki chłopak na Wyspie zechce spotykać się z dziewczyną, co utyka na nogę. Mój Boże, nawet spódniczki nie założy, bo przecież to kolano będzie mieć zniekształcone i z okropną blizną.
I Sandra przypomina ją sobie: przymierzającą pończochy, a potem wymachującą przed lustrem ślicznymi, zgrabnymi nogami. Ten poranek był najszczęśliwszy w jej życiu, tak cieszyła się, tak marzeniami zachłystywała. A potem ktoś – dla zabawy, z samego okrucieństwa – w jednej sekundzie uczynił ją kaleką. Na zawsze pozbawiając tego, co dzieciak kochał najbardziej.
– Ale ty go złapiesz, patr. Dorwiesz drania, prawa?
– Tak, Sandro. Jeszcze tej nocy Rada ogłosi Wielkie Łowy. I nie ukryje się. Choćby nawet na Antarktydę uciekł, przywieziemy go stamtąd na Wyspę. I pożałuje, że w ogóle przyszedł na świat.
– Tak, niech długo cierpi, chcę tego. Może wtedy zrozumie, jaką krzywdę zrobił Miriam.
Uttamar nagle się uśmiecha.
– Córeczko. Pierwszy raz mówisz jak prawdziwa wadżh.

Codziennie odwiedzała ją w szpitalu. Tylko dopilnowała, by dziewczynki zjadły obiad, i już płynęła z Rudim na drugą stronę rzeki. Ze swoim słabym wzrokiem nie prowadził auta, natomiast motorówką, można rzec, szalał. I Sandra polubiła ten pęd, i białą bryzę wody i uciekające nadbrzeża Old River. Szkoda tylko, że za bardzo się pogadać nie dało, bo ryk silnika.
Miriam nad podziw szybko doszła do siebie; już na drugi dzień siedziała na łóżku, na trzeci zaś wstała i na jednej nodze, o kulach, z pomocą pielęgniarki poszła do ubikacji. Lecz z psychiką było znacznie gorzej – i Sandra przeklinała perfidię natury, która z sobie tylko wiadomych powodów pozbawiła oczy morenos łez. Może małej byłoby łatwiej, gdyby po prostu się wypłakała, mówi się wszak, że płacz to rodzaj oczyszczenia przynoszącego ulgę. Ze współczuciem patrzyła w cierpiące i suche oczy Miriam; sama też nie uroniła w życiu ani jednej łzy, nawet wtedy pod pręgierzem, co gapie ze zdziwieniem głośno komentowali.
Pod tym względem jesteśmy podobni do zwierząt – pomyślała.– Tylko krzykiem potrafimy wyrazić nasz ból.
I tak rzeczywiście robiła Miriam. Dochodząc w codziennie powtarzanej opowieści do wspomnień najgorszych, gdy Robert ugodzony serią w plecy, najpierw zawisł na otwartych drzwiach swej toyoty, a potem osunął się na asfalt, zaciskała piąstki i tłukąc nimi w poduszkę, wydawała rozdzierający krzyk, którego żadne słowa i gesty Sandry nie potrafiły uśmierzyć.
W takich chwilach byłaby zupełnie bezradna, gdyby nie Rudi. 0n bowiem potrafił sprawić, że Miriam milkła i uspokajała się, wsłuchana w jego łagodną opowieść – o życiu wiecznym pośród gwiazd, gdzie unoszą się dusze wojowników, na więc na pewno i dusza Roberta. Nie tylko – w przeciwieństwie do Sandry – doskonale znał ich religię, lecz także umiał niezwykle poetycko kreślić obraz pośmiertnego szczęścia. Aż mnie samej chce się umierać – myślała, gdy opisywał bezcielesny, nieważki żywot astrali. – Żadnych zmartwień, najdrobniejszych dolegliwości, i tylko dobre wspomnienia z życia, bo te złe Ati–Ish łaskawie wymazuje.
A za kilka dni przyniósł do szpitala książkę, w której świat zmarłych przedstawiony był na kolorowych rycinach, tak realistycznych jak fotografie. Miriam spytała, czy to zdjęcia, a on nie wyprowadził jej z błędu.
– Wielu morenoswierzy, że sondy kosmiczne naprawdę zarejestrowały Ati–Isha i otaczające go duchy, lecz biali ukryli ten fakt w obawie o prestiż własnej religii – wyjaśnił Sandrze, gdy wsiadali do motorówki.
– Rudi, ty powinieneś zostać psychologiem – powiedziała, przekrzykując silnik.
On przekrzykiwać nie chciał, więc tylko się uśmiechnął.

A następnego dnia spóźniła się na przystań pięć minut i już go nie było. Wszystko przez tego głupiego chłopaka, który faktycznie napadł na konwój i zrabował pieniądze kasyna. Rano mówili o tym w radio. Dziewczynki, szykując się do szkoły, chichotały i co chwila patrzyły na nią wymownie. Była zła, bo w napadzie ranny został jeden z ochroniarzy, a naprawdę nie chciała niczyjej krzywdy. Idiota! Po prostu kretyn! Jak mógł sądzić, że czymś takim jej zaimponuje?
Spotkała go po obiedzie, właśnie gdy szła na przystań. Stał na placu przy lśniącym, jak śnieg białym BMW, otoczony przez dziewczyny i chłopaków, na których twarzach jednak nie malował się podziw. A i on sam miał minę człowieka przegranego.
– Twój patr nie przyjął podarku! – krzyknął na jej widok i ze złości kopnął w koło samochodu. – Przecież ci wszyscy tłumaczyliśmy, Adamie, że tak będzie – powiedział spokojnie chłopak w ciemnych okularach, wyraźnie starszy i widać mądrzejszy życiowo. Inni chłopcy zgodnie przytaknęli, a dziewczęta w milczeniu patrzyły to na Sandrę, to na Adama i auto – bardzo ciekawe, czym skończy się ta scena.
Wzruszyła ramionami i po prostu przeszła. Jak gdyby cała rzecz nie dotyczyła jej. Czuła złość, i nie tylko dlatego, że postrzelił ochroniarza, lecz przede wszystkim, że okazał się takim zerem w oczach ojca. A jak się chwalił, jak puszył! Mówił, że wojownik, który pragnie dziewczyny, pokona cały świat. I co? I patr na pewno go wyśmiał. Przegnał. Żadnej nocy nie będzie. Więc po co tyle gadał? Głupi szczeniak!
– Byle krótko, bo się spieszę – rzuciła chłodno, kiedy dysząc, dogonił ją i poprosił, żeby z nim porozmawiała.
Lecz, gdy udali się w boczną, ocienioną zaroślami uliczkę, serce jej trochę zmiękło.
– Sandro, a może zaryzykujemy i uciekniemy razem z Wyspy. Były już takie przypadki, nie raz i nie dwa.
– Naprawdę chcesz się tak dla mnie narażać? Przecież za to jest straszna kara. Dużo gorsza dla chłopaka, bo mnie patr najwyżej zlałby pasem. A ty mógłbyś skończyć na dnie kanału..
– Gwiżdżę na to. Życie bez ciebie nie ma sensu. Odkąd zobaczyłem cię wtedy u króla, wiem, że już z żadną inną żoną nie będę szczęśliwy.
Przyciągnął ją do siebie i patrzył w oczy wzrokiem tak dzikim i namiętnym, że poczuła lęk. A zarazem żal i tkliwość, że cierpi przez nią.
– Przecież chyba ci się podobam, Sandro? Gdyby było inaczej, nie całowałabyś mnie wtedy na dyskotece...
Pogłaskała jego policzek.
– Jesteś świetnym chłopakiem. I naprawdę chciałam być twoją żoną. Nie wiem, czy na stałe, ale na jedną noc na pewno.
– Ręczę, że wiłabyś się z rozkoszy i błagała o następne noce.
Czuła, że rzeczywiście mogłoby tak być. Przynajmniej przez jakiś czas.
– Posłuchaj: nie możemy nic robić przeciwko Prawu i woli patra. W każdym razie ja nie chcę, rozumiesz?
– Tak? To teraz ty mnie posłuchaj: mam sposób, żeby twój ojciec się ugiął.
– Naprawdę? – spojrzała na niego z nadzieją.
– Wystarczy, że Rada mianuje mnie Ati–Pashem. Do tego muszę zabić siedmiu wrogów. I zrobię to. Jeszcze dziś w nocy pojadę do City i...
Gwałtownie wyszarpnęła się z jego ramion.
– Ani się waż! Mało nieszczęść? Robert zginął, Miriam ranna, jeszcze brakuje, żeby ciebie zabili.
Już wiedziała, że jest strasznie głupim chłopakiem. I jeśli się od niej nie odczepi, będzie musiała poskarżyć się ojcu.
Źródło Ultra Montana. W.A.B. 2005.
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
STRONA GŁOWNA
O autorze
Aktualności
Recenzje
Komentarze czytelników
Komentarze autora
 
Galeria
Wywiady
Linki
Zamówienie
Kontakt
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. W OBRONIE PRZEŚLADOWANEGO TWÓRCY KULTURY I WYBITNEGO NAUCZYCIELA
2. Recenzje Ogrodu Luizy
3. Serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
4. Najważniejsza jest fabuła
5. Tekst nigdy nie publikowany
6. Ptakon
7. Nie taki ja niewinny
8. Ultra Montana
9. Ogród Luizy -recenzja z serwisu internetowego Polityki
10. Zdumiewa mnie
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
   
Analiza oglšdalności witryny