– Boże, co się z tobą działo? – Kinga widzi jednak, że to wszystko składa się u niej na radość; jasne, uciec oprawcom jest szczęściem, lecz to nie to... A co? Oboje z Piotrem z napięciem wpatrują się w jej usta; jeszcze kilka głębokich oddechów i... – już rozumieją, dlaczego nie odbierała telefonu. W takiej wrzawie myśli i uczuć po prostu nie słyszała, że coś tam piszczy w torebce.
– Czemu się boisz? Przecież sama mnie szukałaś – powiedział, gdy skuliła się, uczepiona barierki.
– Zwariował pan? Ja pana w ogóle nie znam!
– Wiem. Ale pytałaś o mnie. Na początku października. Na White Island. Pamiętasz?
Wtedy dopiero zauważyła, że zmyliły ją na blond ufarbowane włosy; ten facet jest moreno. Ten facet jest...
– Uttamar Ati–Pash? – Przyspieszone tętno było jak uderzenie wichru, własne słowa zagłuszało.
– Musiałem wtedy wyjechać z Polis na dłużej. – Przyjrzał jej się uważnie, podnosząc na czoło przeciwsłoneczne okulary; zrozumiała w tym momencie matkę, mało która dziewczyna oparłaby się spojrzeniu jego jak smoła czarnych, zawadiackich oczu. – A więc to ty jesteś córką dróżniczki z Villa – powiedział cichym, rozmarzonym głosem, dokładnie takim, jaki kobiety uwielbiają; lecz który jednak ma zapewne także swój zimny, brutalny rewers, błyskawicznie podszepnęła intuicja.
– Tak. Pashos z Osady opowiedzieli mi o tobie, i dlatego przyjechałam.
– Na pewno jesteś wadżh? Z twarzy wyglądasz, ale czy Upshal–Pash cię napoił?
Dziwnie zabrzmiały takie słowa w wielkim mieście, przed wejściem do metra.
– Dał mi wody. I to niejeden raz. Jeśli nie wierzysz, poddam się próbie na White Island. Na pewno macie tam źródło.
Uttamar uśmiechnął się.
– Nawet dwa. Ale one już dawno przestały odróżniać Ludzi. Za dużo pandshus się kręci po Wyspie. A nawet kolorowi zaczęli ostatnio przychodzić. Wszystko przez te burdele – westchnął.
Chciała powiedzieć, że nikt im nie każe ich prowadzić; morenos w Villa nie zajmują się takimi rzeczami, i może właśnie dlatego mają wodę z Upshal–Pash na wyłączność. Uttamar odgadł jej myśli.
– Tu są duże pieniądze, Sandro. Naprawdę duże. Ale powiem ci z ręką na sercu: o wiele lepiej czułem się na prerii.
Tam jednak nie miał jaguara za setki tysięcy funtów, od którego złotem pokrytej karoserii blask bił, aż oczy zmrużyła; jadąc, spostrzegła, że inne auta ustępowały im drogi jak pędzącej na sygnale straży pożarnej. A gdy stanęli przed jedną z najdroższych restauracji przy bulwarach, natychmiast ze środka wybiegło dwóch kelnerów i w ukłonach wskazało miejsce do zaparkowania. Pierwszy raz była w takim lokalu, i w innym wypadku głupio i nieswojo czułaby się pośród ludzi z dużo wyższej półki; lecz nie z nim, nie w towarzystwie Uttamara, który miał tam swój stolik, obrzucany ukradkowymi spojrzeniami gości, trochę zaciekawionych, a bardziej przestraszonych.
– A więc Jan i Matheo opowiedzieli ci o wszystkim? – spytał po odejściu kelnera. Sandra nieśmiało zamówiła pstrąga, Fred bowiem łowił pstrągi w Rio Serpiente; reszta nazw w karcie nic jej nie mówiła.
– Tak, ati–pash. Byłam wstrząśnięta tym, w jaki sposób moja matka...
– Uratowałaś ją. Miała już wyrok śmierci, ale do Rady dotarła wieść, że nosi w swym łonie dziecko. A ponieważ mogło być moje, pozwoliliśmy jej urodzić i wychować. Ale nie mów do mnie ati–pash , jestem twój patr.
– Wiesz, po nocach mi się śniło, że się spotkamy i tak się do ciebie zwrócę.
– Szkoda, że nie było mnie wtedy na Wyspie. Poznalibyśmy się wcześniej. Niestety, nowy burmistrz Polis uwziął się na mnie, i musiałem na czas jakiś wyjechać.
– Dziwne, że nikt cię nie znał. Tylu pashos pytałam...
– Byłaś obca. A obcym niczego się nie mówi. Też się musisz tego nauczyć, jeśli chcesz być prawdziwą wadżh. A myślę, że będziesz, skoro potrafisz zachować się tak wspaniale, jak w Carthaginie.
– Słyszałeś o tym? Boże, przed wami naprawdę nic się nie ukryje!
– Theodor–Pash, jak każdy Człowiek, ma obowiązek składać raporty Radzie. Starszyzna wyznaczyła mu tysiąc funtów grzywny za to, że nie wyciągnął cię z łap Guardia Civil. – W oczach Uttamara spostrzegła troskę. – Wiem też, że zostałaś wychłostana i byłaś bliska śmierci. Powiedz tej białej dziewczynie i jej dziadkowi, że zaskarbili sobie życzliwość Ludzi.
– Czyli możesz, Kinga, nawet w środku nocy przyjechać na Wyspę i nikt cię nie tknie palcem! – W tym momencie dociera do Sandry, że kawałek pizzy, który bezwiednie ułamała i którym gestykulowała przez pół opowieści, jest zupełnie zimny. – Boże, a wyście tu czekali na mnie i denerwowali się. I nasza pizza stygła, a ja obżerałam się pstrągiem. Przepraszam! Kinga, Piotruś, nie gniewajcie się, ale...
– Cóż, pizzę istotnie należałoby wstawić do mikrofalówki. – Osterhoff wstaje z krzesła i robi to; żadne z nich nie podziela radości Sandry, Kinga za nic ma przywilej nocnych wizyt na White Island, nie wiedzą jednak, co powiedzieć.
– Pamiętasz, jak w Hacjendzie rozmawiałyśmy o tym złocie? No wiesz, że go poproszę o pięć kilo i sobie kupimy dom. To teraz wiem, że mogę nawet poprosić o dziesięć. Dwa razy tyle miał na sobie – jeden łańcuch na szyi, dwa na rękach, na palcach trzy pierścienie i sygnet, i jeszcze zegarek!
– No i jaguar pięknie pozłacany – westchnęła Kinga.
- Caluteńki! Mówię ci, lśnił niczym klejnot w słońcu!
– Ale masz świadomość, Coluna, jakie jest źródło tego bogactwa? – Osterhoff nie wytrzymał; zignorował ostrzegawcze spojrzenie Kingi.
– Jezu, Piotruś, pewnie, że mam. Myślisz, że jestem jakaś głupia? I też mi się to nie podoba. Ale co mam zrobić? On już taki jest. W Ultra Montana był zbójnikiem, tu musi być gangsterem. Logiczne, nie?
– W rzeczy samej, bezwarunkowa implikacja. – Osterhoff rozstawia na stole trzy talerze. – Jak cię znam, Coluna, mimo pstrąga pizzą nie pogardzisz?
– Pewnie, że nie. Boże, jacy kochani jesteście! W ogóle to ja miałam zamówić. Bo wiecie, że jestem w siódmej klasie? Zaliczył mi matmę. – Sandra wodzi po nich oczami, które świecą jak jaguar Uttamara; i nagle potrącając Piotra, który omal nie upuszcza pizzy, rzuca się Kindze na szyję. – Dziękuję ci, dziękuję... że pojechałaś tam wtedy ze mną. Widzisz, było warto. Jednak prawdę mówili w Osadzie. I ja cały czas czułam, że on tam mieszka. Mój ojciec. Rozumiesz, Kinga? Mój ojciec!