Na Wyspie, odc.12 Niedziela, 1 Kwietnia, 2007
Witold Horwath
 
Następnego dnia, w sobotę, zaraz po obiedzie B–52 przywiózł ze szpitala Miriam. Niefortunna to była pora na jej powrót, na placu bowiem urządzano dyskotekę i dziewczynki już się szykowały. Na szczęście nie wszystkie.
– Nie martw się, Miriam. Ja też nie idę – pocieszała ją Eva, która po wczorajszym ukąszeniu Ter miała zabandażowaną nogę i utykała.
– Ani ja. – Lila pokazała spuchnięty policzek. – Posiedzimy sobie razem, obejrzymy Big Brothera, pogramy w chińczyka...
– Tak, ale wam się za tydzień zagoi, a ja już nigdy...
I Miriam, skacząc na zdrowej nodze, pokicała na górę do sypialni. Dziewczyny spojrzały po sobie i westchnęły bezradnie.
– Sandra, ty myślisz, że ktoś ją będzie chciał za żonę? – spytała szeptem Eva.
Nie odpowiedziała. Całą uwagę skupiała teraz na komórce. Nie mogąc dodzwonić się do Rudiego, przed półgodziną wysłała mu SMS–a. I nic, cisza... Jakby się zapadł pod ziemię. A przecież trzeba obgadać sprawę, wymyśliła kilka argumentów, które mogą mu się przydać w rozmowie z ojcem, więc czemu, do diabła, wyłączył telefon?
Z góry dobiega cichy krzyk Miriam. Widać znów sobie przypomniała Roberta albo widok strojących się na disco sióstr wytrącił ją z równowagi. Eva i Lila już chcą do niej biec, Sandra powstrzymuje je i sama idzie. Boi się, że robi głupstwo, ale skoro nie może się porozumieć z Rudim, musi wykonać pierwszy krok.
Miriam siedzi na tapczanie oparta o ścianę, na jej kolanach miś przytula czarnowłosą lalę. Od tamtego tragicznego wieczoru przez wiele tygodni nie widziała swoich zabawek, więc teraz opowiada im szeptem, co się zdarzyło. A przez okno, od strony placu, wpadają już pierwsze dźwięki dyskoteki.
Sandra przysiadła przy Miriam; ujęła łapę misia i udając niedźwiedzi pomruk, pogładziła nią jej dłoń. Wątły uśmiech na chwilę przebił się przez smutek. A w ślad za nim myśl pobiegła ku innym sprawom.
– Dlaczego Ter je pogryzła?
– Nie wiem. Ale więcej już tego nie zrobi. Od dziś mieszka z chłopakami i szkoli się na wojownika.
– Jej też nikt nie będzie chciał za żonę. Ale przynajmniej zostanie kimś w życiu. A ja...
Głośne krzyki za oknem, ryk silników, młodzi pashos popisują się na motorach. Lecz dla niej już żaden nie objedzie placu na tylnym kole, nie przeskoczy na motocyklu przez beczki. I wtem – z dna smutku jak z zaświatów dobiega pytanie Sandry:
– Lubisz Rudiego?
– Jasne. – Oczy Miriam się roześmiały. – Zabawny koleś. Jak gra na saksie, to takie miny robi, że normalnie spadam z krzesła...
– A jako facet? Podoba ci się?
Sandra napotyka jej zdziwiony wzrok i już zna odpowiedź. Zresztą – znała od początku.
– Bo widzisz, mała, mnie on się cholernie podoba. Tak mi zawrócił w głowie, że dosłownie wariuję. I patrz, mogłabym mieć każdego chłopaka na Wyspie, a ja, głupia, tylko do niego wzdycham.
– Poważnie? Przecież on taki mały, chudy... Chyba do ramienia ci sięga.
– Młoda jesteś, kotku, i się nie znasz. A ja już miałam kilku facetów i umiem wyczuć, z którym byłabym szczęśliwa.
– I myślisz, że z Rudim...
– Nie myślę, wiem. Ale niestety muszę o nim zapomnieć.
– Patr się pewnie nie zgadza, tak?
Miriam ożywia się, jakby oglądała brazylijski serial.
– To najmniej ważne. Gdyby tylko taka przeszkoda była, jeszcze dziś uciekłabym z Rudim do Stanów. Bo ma tam podpisany kontrakt ze sławną orkiestrą, wiesz?
–Wow!
– To znakomity jazzman. I w Ameryce na pewno zarobi straszną kasę. Ale niestety mnie tam ze sobą nie zabierze.
– Tylko nie mów mi, że kocha inną.
– A co, uważasz, że to niemożliwe?
– Daj spokój. Przecież ty jesteś miss Wyspy. Wszyscy tak mówią.
– Może dla nich, ale nie dla Rudiego.
– A co to za dziewczyna? Pewnie jakaś biała z Polis?
Sandra wczuwa się w rolę; z ciężkim westchnieniem wzrusza ramionami.
– A skąd. Moreno. W dodatku moja siostra.
– Eva? On chyba na głowę upadł!
– Nie, Miriam. Inna. Taka z różowym pasemkiem.
Zatrzepotały rzęsy, pierś unosi się w przyspieszonym oddechu. I wtem mała gwałtownym ruchem przytula swoje zabawki. Na zmianę misia i lalę całuje. Tak mocno, mocno, że omal ich nie zgniecie.
– Naprawdę?! Bardziej mu się podobam niż ty!?
I dopiero po chwili się reflektuje.
– Przepraszam, Sandra. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Nie miałam pojęcia, że coś do niego czujesz.
– Nie twoja wina, Miriam. Takie życie. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi w Stanach.
Znów szybciutki trzepot rzęs. Jakby chciała się upewnić, ze nie śni.
– Jak to? Zabierze mnie do Ameryki?
– Tak. Do Nowego Jorku. Za dwa dni tam leci.
Miriam czuje pulsowanie w skroniach i taki skok ciśnienia, jakby już siedziała w startującym boeingu. A w tej samej chwili na dole, w świetlicy, rozbrzmiewają dźwięki saksofonu. Dziwne, bezładne, widać muzyk zupełnie pogubił się w improwizacji.
– To on! – krzyczy Miriam; zrywa się z tapczanu; obie biegną na dół; Sandra na dwóch nogach szybciej, pierwsza dopada Rudiego. Musi wiedzieć, czy gadał już z ojcem. I jaki wynik. Bo jeśli zły, to tylko niepotrzebnie namieszała małej w główce.
Rudi siedzi nieruchomo w fotelu, blady jak trup, oczy ma szklane, a palce somnambulicznie błądzą po przyciskach saksofonu. Eva i Lila przerwały grę w chińczyka i patrzą na niego z przestrachem.
– I co? – Sandra przyklęka przy nim, zdejmuje mu dłoń z instrumentu. Miriam stoi na schodach, kurczowo ściskając poręcz, bo już odgadła, w czym rzecz i że ważą się teraz losy jej Ameryki. Rudi przestał grać. Cisza. Tylko jazgot dyskoteki w tle.
– Gadaj, byłeś u patra?
Ruch głowy, że tak. Był. Kropla śliny jak łza spływa po ustniku.
– Nie przyjął podarku? – pyta domyślnie Sandra. Na twarzy Miriam bolesny skurcz. Eva i Lila wytrzeszczają oczy, bo też już zrozumiały, o co chodzi.
– Nie przyjął – potwierdza Rudi.
Jest w takim stanie, że z trudem wydobywa z siebie głos. Ale Sandra bardziej współczuje Miriam. I wyrzuca sobie całą tę głupią manipulację. Aż dziw, że tak łatwo przemieniła w jej oczach małego chudzielca w księcia z bajki. Lecz co teraz? Co teraz robić, kiedy biedny dzieciak już się ucieszył i rozmarzył? Jak jej ma powiedzieć, że nici z Ameryki i małżeństwa?
Co ten Rudi mamrocze? Do diabła, nic nie można zrozumieć.
– Wszystko, co dla niej uczyniłem, że byłem dobry, że się opiekowałem w szpitalu. – Wyłapuje, wytężywszy słuch. – To jest podarek od ciebie, tak powiedział. I że innego nie potrzebuje. I tylko chciał wiedzieć, czy zapewnię jej godziwe życie w Stanach, więc pokazałem mu mój kontrakt.
– Zgodził się? – Miriam z wrażenia siada na stopniach.
– Tak, maleńka. I jeśli chcesz, pojutrze lecimy razem do Nowego Jorku.
– Mnie też zabierz! – krzyknęły chórem Eva z Lilą i roztrącając pionki chińczyka, przypadły do Rudiego. Jedna pieści lewe udo, druga prawe; obie miłośnie patrzą w oczy.
– Będę twoją żoną! Każdej nocy! – przekrzykują się w jednobrzmiącej przysiędze. – Naprawdę nie pożałujesz! Ale zabierz! Ja muszę zobaczyć Manhattan!
– W telewizji sobie zobaczycie! – mówi Miriam; odpycha je i siada Rudiemu na kolanach. Wtula się. Obejmuje. Z całej siły. Jakby bała się, że jeszcze się zmniejszy i samo powietrze ostanie jej się w ramionach.
– I ty, Sandra, też się od niego odczep, słyszysz? Rudi jest tylko mój!
Mały chudy człowieczek aż jęczy pod jej ciężarem.

Źródło Ultra Montana. W.A.B. 2005.
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
STRONA GŁOWNA
O autorze
Aktualności
Recenzje
Komentarze czytelników
Komentarze autora
 
Galeria
Wywiady
Linki
Zamówienie
Kontakt
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. W OBRONIE PRZEŚLADOWANEGO TWÓRCY KULTURY I WYBITNEGO NAUCZYCIELA
2. Recenzje Ogrodu Luizy
3. Tekst nigdy nie publikowany
4. Serdeczne życzenia zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
5. Najważniejsza jest fabuła
6. Muszę zaprotestować
7. Ptakon
8. Nie taki ja niewinny
9. Ultra Montana
10. Ogród Luizy -recenzja z serwisu internetowego Polityki
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna Moja Miłość
   
Analiza oglšdalności witryny