Na pierwszy pokaz "Ostatniej misji" i "Nie ma zmiłuj" szedłem jak na każdy inny film; jedynie z grubsza wiedzałem o czy będzie. Wszystko pozmieniali reżyserzy, może jedna-dwie sceny z mojego scenariusza zachowały się w nienaruszonej postaci. A "Ogród Luizy" mogę traktować jako pierwszy naprawdę mój scenariusz. I dziękuję za to Maciejowi Wojtyszce.
A pierwsze gorące wrażenia? Cóż, Dorociński świetny, Soliman udźwignęła bardzo trudną rolę, i w ogóle aktorstwo bez zarzutu. Teraz muszę uzbroić się w cierpliwość i doczekać za miesiąc-dwa ostatecznej wersji, już z czystym dźwiękiem i muzyką.