Kiedy mój mąż, a niestety miałam takiego w życiorysie, pierwszy i ostatni raz ośmielił się podnieść na mnie rękę, natychmiast zobaczył pozew rozwodowy (…) Tak, Przyjacielu, zapamiętaj to: mnie karać może tylko mój Sędzia, mój pan Prawo, i to nie sam, „tymy ręcamy”, chyba, że chodzi o drobne lanie paskiem, eine kleine Nachtmusic, takie dla jaśniepańskiego kaprysu niech mi wlepia czasem własnoręcznie; natomiast Chłosta, o!, to zupełnie inna sprawa, zbyt poważna, by z niej czynić prywatną, domową igraszkę, „doprowadzono mnie przed oblicze Sędziego” on zaś rzekł: „zostaniesz wychłostana”, widzisz, nawet język przydaje temu dostojeństwa, „zostaniesz wychłostana” szeptałam nocami przed snem, sącząc rozkosz w dojrzewające ciało, miałam chyba dwanaście lat, gdy odkryłam elektryzującą siłę tej frazy, moc zawartego w niej fatum, które wisiało nad moją bezbronną nagością, na jedno skinienie Sędziego wydaną Pereirze albo innemu pachołkowi, „zostaniesz wychłostana”, a na rynku lub podwórcu zamku już czekał szyderczy tłum, dziesiątki i setki gapiów z twarzami moich kolegów i koleżanek ze szkoły, nauczycielek, woźnych, wszystkich sąsiadów z bloku, i tylko Sędzia nie miał twarzy, a jedynie sam jej wyraz, zimny, surowy, bezwzględny, a zarazem zafrasowany, bez cienia perwersyjnej radości, ale mam wymagania, co nie? J
I pewnie właśnie dlatego jak dotąd nikogo takiego nie spotkałam, w niczyje rysy nie oblekła się twarz z mych przedsennych marzeń…
Laura postanawia wyciągnąć pisarza do krainy marzeń, przekonuje go, że „my, perwersi, tylko tam czujemy się naprawdę dobrze, tylko w krainie fantazji możemy znaleźć odrobinę szczęścia”. Pisarz, ma się rozumieć, również jest perwersem, więc propozycję przyjmuje z ochotą. Ona fantazjuje, on nadaje temu literacki kształt. I tak powstaje ich powieść – o surowym sędzi Syriusie Aznarze i Laurze (alter ego), młodziutkiej kryminalistce, która trafiła przed jego oblicze. Jest to sensacyjny romans, rozgrywający się gdzieś w Ameryce Środkowej.
Laurę od początku fascynuje osoba sędziego, a fascynacja ta w trakcie kolejnych dni procesu przeradza się w miłość. Oczywiście nieodwzajemnioną – ona dla Aznara jest tylko podsądną, sprawczynią poważnych przestępstw, których dopuściła się, działając w młodzieżowym gangu. Jednak lituje się nad nią – nie wysyła Laury do straszliwego więzienia w Carrera (kto przeżył Carrera, ten już nie musi się bać piekła- mawiają wyrokowcy), lecz pozwala jej odbyć karę w areszcie domowym. Niestety przestępstwa przez nią popełnione są na tyle ciężkie, że musi ją także skazać na chłostę. I Laura dostaje piętnaście batów. „… bym się powiesiła albo skończyła w wariatkowie, jak nieszczęsna pani de Mericourt, którą podczas Rewolucji Francuskiej wysmagano na goły tyłek w ogrodach Tuileries, dokładnie tak by było, gdyby skazał mnie jakikolwiek inny sędzia, a nie Syrius Aznar, bo on, jeden jedyny na całej kuli ziemskiej, miał prawo wydać taki wyrok – myśli Laura po otrzymaniu kary.
Dla Syriusa postanawia się zmienić. Kształci się, zdaje do elitarnej szkoły językowej, kończy ją, zaczyna pracować jako pośredniczka w handlu nieruchomościami i odnosi zawodowy sukces. I wreszcie – po siedmiu latach nieustannych wzdychań do sędziego Aznara – zostaje jego żoną.
I szlus, happy end, jak w romansach z biczykiem – ironicznie komentuje swą fantazję prawdziwa Laura. Wie przecież, że realne życie perwersa wygląda zgoła inaczej. Mówi o tym pisarzowi: aż na trzy (spotkania) się umówiłam przez czat i za każdym razem faceci okazywali się beznadziejni, obleśne, stare napalone zboki, którzy nawet nie potrafili seksownie się wyposażyć, jeden przyniósł smycz (pewnie swojego psa), drugi jakiś kabel, trzeci, nie pomnę już co, ale też poniżej wszelkich oczekiwań; a mimo to kładłam się na masce samochodu, albo opierałam o pieniek w lesie i pozwalałam bić się po tyłku, no bo jak tu odmówić?, wręcz niegrzecznie, skoro przejechali taki szmat drogi, ten od smyczy aż ze Szczecina, rozumiesz? siedemset kilometrów z nią popierdalał, żałość, Przyjacielu, żałość!
Moglibyśmy napisać we dwoje drugą historyjkę, tym razem realistyczną – o czatach, sesjach, rozczarowaniach, codziennym i conocnym maskowaniu się, okłamywaniu partnerów, o lęku przed kompromitacją i wszelkich innych obrzydlistwach, które są udziałem naszym.
Laura nie wierzy, że można tworzyć wartościową literaturę „swishową” , choć z drugiej strony trochę szkoda, bo takie książki, gdyby powstały, mogłyby wreszcie uświadomić naszym partnerom, że nie jesteśmy żadnymi potworami, nie rosną nam rogi ani szpony, i kochamy dokładnie tak samo jak wszyscy inni ludzie.
A „Panna Wina” jest właśnie książką o miłości. Zgoda, również o seksualnym odchyleniu, lecz o miłości – przede wszystkim. |