No więc uhonorowali. Nagrodą specjalną jury. A Marcin Dorociński dostał specjalną nagrodę za rolę męską. Gdybyż jeszcze było wyróżnienie za długość listy koproducentów, Ogród Luizy zdobyłby je, jak to mówią, w cuglach. A jaki z tego morał? Że nic nie szkodzi, gdy producentów jest dużo, byle był jeden scenarzysta. Tak jak w wypadku tego filmu, gdzie nikt mnie nie poprawiał, nie wywracał tekstu, nie zadręczał uwagami. I oby tak zawsze!