Ogród Luizy. Jutro idę na premierę. A poniżej kolejna recenzja ściągnieta z internetu.
Poniedziałek,
7 Kwietnia, 2008
Kultura - Film
Ogród Luizy
Luizy pozbył się tatuś startujący w lokalnych wyborach na stanowisko burmistrza. Dziewczyna była nieprzewidywalna, w każdej chwili mogła go skompromitować. Gwoli bezpieczeństwa należało ją zamknąć w szpitalu dla obłąkanych. W tym samym szpitalu Fabio zamknął się z własnej nieprzymuszonej woli. Inaczej trafiłby za kratki. A miałby za co... Nad tym, jakiego typu działalność dała mu bogactwo i wpływy wśród najgroźniejszych mafiosów, przechodzi się tu do porządku dziennego. Ale nikt nie oczekuje po takim filmie dokumentalnego realizmu. Prawda leży w relacjach. „Ogrodowi Luizy" najbliżej chyba do psychologicznej bajki, pięknego marzenia o bezinteresowności uczuć, o możliwości przemiany, ozdrowieńczej mocy miłości. Bajka zyskuje na wiarygodności dzięki świetnemu aktorstwu: Patrycji Soliman (trochę dziecinna, trochę nawiedzona, trochę święta), Marcina Dorocińskiego (powściągliwy urok drania o szlachetnym sercu), Krzysztofa Stroińskiego (portret polityka - rozchwianego wewnętrznie człowieczka), Władysława Kowalskiego (adwokat gangsterów, cynik, którego stać na gesty dobrej woli).