Wielką przyjemność sprawiła mi pani Aleksandra Rudzka swoją recenzją z Ultra Montany.
Nic tak nie raduje autora, jak to, że recenzent uważnie jego książkę przeczytał, nawet jeśli co nie co wytknął. A pani Aleksandra Rudzka musiała uważnie czytać, skoro wychwyciła mój wynalazek, polegający na zastąpieniu czasownika "pomyślał(a)" przez "nie powiedział(a)", i poświęciła temu cały fragment.
Natomiast chyba na wyrost pochwaliła mnie za skromność, z jaką tnę sceny erotyczne po pierwszym pocałunku, resztę zostawiając jakoby domyślności czytelniczej. Tymczasem wystarczy przeczytać opisy choćby na stronach 405 i 606; oczywiście to pryszcz w porównaniu z tym co serwuje współczesna literatura (w tym ja sam w poprzednich powieściach), ale fakt jest faktem, że taki do końca niewinny nie jestem.
Też zwróciłam uwagę na to zastąpienie zwrotu pomyślała słowami nie powiedziała...czytając aż się zatrzymałam, cofnęłam, jeszcze raz przeczytałam i zastanowiłam, he he jednak wszystko co nie oklepane ma swój urok :-). Zastanawia mnie, że w tych książkach, które do tej pory przeczytałam zawsze pojawia się postać piszącego bohatera. Siłą rzeczy jak widać, przenika do tego co piszemy część z tego co sami robimy :-)
Poniedziałek, 19 Marca, 2007
A. Okręgowski zależy z której strony...
O niewinność chyba nikt nie posądza, wystarczy przeczytać "Ptakona" by nie mieć złudzeń. Ale faktem jest, że o ile scen mocnych nie brakuje i w "Seansie" i w "Ptakonie", to erotyka jest bardzo, bardzo soft i jeśli jest to zdecydowanie bardziej jako opis stanu porządania niż samego aktu. A "Ultra Montana" w ogóle jest inna - takie połączenie telenoweli, filmu gangsterskiego i Marqueza. Mieszanka z tego wyszła, o dziwo, wielce udana, ale że dość niewinne są te wszystkie perypetie rozpustnej Sandry to fakt. Niewinne w opisie, nie w jej postępowaniu.